Czy samą dietą można wyleczyć autyzm – poruszająca historia Justyny i jej córeczki Oliwii

Postanowiłam poruszyć ten temat z kilku powodów. Po pierwsze wciąż mało mówi się o tym jak ważna jest dieta przy autyzmie, mam wrażenie, że temat ten jest mocno zaniedbany. Po drugie historia Justyny i jej córki Oliwii zrobiła na mnie duże wrażenie – samo to, że dziewczynce odebrano diagnozę jak i to jak dużo dała z siebie mama – troski, opieki, samozaparcia, konsekwencji, pracy i po prostu (aż!) miłości, aby jej córka była zdrowa i szczęśliwa. Jestem pod wielkim wrażeniem jej postawy i myślę, że Justyna może być wzorcem dla każdej mamy.

Poniżej nasza rozmowa.

 

 

 

 

 

 

 

 

Justyna, zaprosiłam Cię, bo wiem, że oprócz tego, że studiujesz dietetykę, miałaś osobiste doświadczenia z autyzmem i tym jak ważne jest wtedy stosowanie diety, czy możesz powiedzieć coś więcej o tym?

 

 

Tak, miałam osobiste doświadczenia z autyzmem. Moja starsza córka w wieku dwóch lat dostała diagnozę zaburzeń ze spektrum autyzmu. Córka nie reagowała na imię, kręciła się w kółko, nie mówiła, tylko wydawała dziwne dźwięki, potrafiła patrzeć się w ścianę godzinami, nie bawiła się zabawkami, tylko je rozrzucała, nie rozumiała mowy, kręciła różnymi przedmiotami patrząc na to bardzo uważnie. Oczywiście na samym początku zostaliśmy pokierowani z córką na mnóstwo różnych terapii, które początkowo nie dawały żadnych efektów. Zaczęłam czytać więcej na ten temat. W ręce wpadła mi książka „Dzieci z głodującymi mózgami” Dr Jaquelyn McCandless, która odmieniła moje i mojej córeczki życie, zwróciła mi uwagę na kwestie, które może nie rzucały się bardzo w oczy na tle zaburzeń rozwojowych, a były bardzo istotne w leczeniu córki. Oliwka miała przewlekłe biegunki, które pojawiły się tuż po szczepieniu MMR. Jadła tylko parówki i białe pieczywo, popijała to mlekiem modyfikowanym. Wybiórczość pokarmowa jest jednym z charakterystycznych objawów ASD, ale w trakcie zmiany naszej diety przekonaliśmy się, że nie jest ona wynikiem zaburzeń, a uzależnienia od „trujących” w tym wypadku pokarmów. Nie ukrywam, że konsultowaliśmy wiele kwestii zdrowotnych córki z lekarzami, a Oliwka była leczona na wielu płaszczyznach, ale dieta była i jest do tej pory naszą podstawą zdrowia fizycznego i psychicznego. Córka niebawem skończy 6 lat i jest już bez diagnozy.

 

 

Czy łatwo było wprowadzić zmiany w diecie takiego dziecka? Jak radziłaś/radzisz sobie z buntem Oliwki?

 

 

W pierwszym tygodniu diety byłam przerażona. Oliwka krzyczała, uderzała głową w lodówkę. Domagała się akurat tych produktów, których nie mogła. Przykro to mówić, ale zachowywała się  jak „narkoman na głodzie”. Starałam się podawać jej do złudzenia podobne produkty, ale zaraz po kilku kęsach jedzenie bardzo często lądowało na podłodze, albo na mnie:)

Po kilkunastu dniach „walki” zauważyłam, że menu córki bardzo się rozszerzyło i zaczęła jadać produkty, których nigdy wcześniej nie wzięłaby do ust. Przestała się buntować, a jej problemy jelitowe zaczęły powoli zanikać.

Gdy świadomość Oliwki „wróciła” (piszę w cudzysłowie, bo do tej pory córka wielokrotnie nam tłumaczyła, że tamten okres był dla niej jakby „była za ścianą, gdzieś obok nas i nie panowała nad sobą”) pojawiały się u niej okresy buntu, głównie wywołane presją środowiska. Bardzo chciała jadać to co inne dzieci, w reklamach dla dzieci pojawiały się batoniki i inne cudeńka, których ona nie może jeść.

Kilkukrotnie także sprawdzała nas i po kryjomu próbowała od rówieśników kanapek, ciastek i cukierków, co kończyło się dla niej ogromnym dyskomfortem fizycznym i psychicznym.

Myślę, że teraz jesteśmy na bardzo zrównoważonym etapie. Oliwka jest świadoma swojej diety, wie co może, a czego nie może jeść, nie kryje się z tym i tłumaczy bardzo często zdziwionym rówieśnikom, że ona po prostu tego nie może jeść. Sama bardzo dużo czasu spędzam w kuchni starając się wynagrodzić moim dzieciom ten brak sklepowych słodyczy i myślę, że mój trud nie idzie na marne. Gdy obserwuję je na masowych zabawach, gdzie mają bardzo często dostęp do różnych produktów spożywczych moje córki dokonują dobrych wyborów i jestem z tego bardzo dumna.

 

 

Czy cała wasza rodzina przeszła na dietę czy tylko Oliwka?

 

 

Jesteśmy na diecie wszyscy. Cała rodzina. Podczas wprowadzania diety Oliwki wyniosłam z domu pełne worki jedzenia. Był to zabieg celowy. Nie chciałam aby mnie, albo męża kusiło.

Małe dziecko najczęściej jada to co rodzice. My byliśmy i mam nadzieję, że dalej jesteśmy wzorcem żywienia dla naszych dzieci. Myślę, że nasza dieta także nas umacnia jako rodzinę, córki nie są osamotnione. W pewnym momencie narzucona dieta stała się naszym stylem żywienia i przestaliśmy traktować ją jako coś wymuszonego, a jako normalność.

 

 

Czy na którymkolwiek etapie diagnozowania Oliwki spotkałaś się z nakazem zastosowania specjalnej diety, czy raczej sama do tego doszłaś?

 

 

Na etapie diagnozowania Oliwki nikt nie wspominał o diecie. Nawet początkowo jak wspominałam terapeutom Oliwki o jej specjalnej diecie, traktowana byłam z przymrużeniem oka jak wariatka. Dużo czytałam, kontaktowałam się z rodzicami innych dzieci, które także pozostają na diecie.

 

 

Co było i jest najtrudniejsze w tej sytuacji i w pilnowaniu diety?

 

 

Najgorzej było na początku przekonać resztę rodziny, że Oliwka nie może jeść słodyczy i przetworzonej żywności. Była także walka ze środowiskiem nas otaczającym, które sugerowało, że robimy dziecku krzywdę, bo nie dajemy mu batonika. Wielokrotnie Oliwka była „dokarmiana” w tajemnicy przed nami, co z resztą bardzo szybko było widać po jej zachowaniu.  Później wiadomo, jej żal, bunt i pytania „dlaczego akurat ja muszę to mieć” które wielokrotnie raniły moje serce.  

 

 

Jaką dokładnie dietę stosujesz u Oliwki?

 

 

Oliwka początkowo była na diecie bezglutenowej, bezmlecznej, bezcukrowej, a oprócz tego nie spożywała większości owoców i innych produktów, na które miała nietolerancje pokarmowe. Z czasem nietolerancje się wyciszały, stan jelit bardzo się poprawiał, a ona mogła jeść coraz więcej produktów. Na chwilę obecną Oliwka jest na diecie bezglutenowej i bezmlecznej. W domu cukru nie używamy, nie jadamy, ale jak coś się trafi, albo jak dziewczynki bardzo coś chcą słodkiego to dostają.

 

 

Jak wygląda wasz przykładowy dzień pod kątem jedzenia?

 

 

Rano wstaję pierwsza i od razu biorę się za przygotowanie śniadania. Po śniadaniu córki idą do przedszkola ( z gotowanym dzień wcześniej obiadem, a wieczorem przygotowanym podwieczorkiem), a mąż do pracy (także z gotowanym dzień wcześniej zestawem obiadowym). W czasie, gdy córeczki są w przedszkolu, a mąż w pracy, ja w domu jednocześnie pracuję i gotuję ( mam w kuchni komputer;) ) . Bardzo często staram się gotować na 2 dni z rzędu, ale czasem mam wrażenie, że im więcej ugotuję tym szybciej to znika, a potem i tak nie starczy na kolejny dzień J. Jak cała moja familia wraca do domu biorę się za kolację, ponieważ dziewczynki jedzą kolację ok. 1-2h przed snem. Wieczorem jak pójdą spać przygotowuję podwieczorki, pakuję obiady na następny dzień i czasem jak mam jeszcze chęć i siłę upiekę ciasto, albo coś innego stworzę w ramach przekąski.

 

 

Po jakim czasie stosowania diety zauważyłaś zmiany u dziecka? Co dokładnie się zmieniło?

 

 

Po kilku dniach stosowania diety Oliwka zaczęła rozumieć co do niej mówimy, a po 2 tygodniach pojawiły się pierwsze słowa, które zniknęły podczas regresu w 14 miesiącu życia. Oliwka zaczęła próbować innych potraw, jej smak się wyostrzał, a wybiórczość pokarmowa zniknęła. Zniknęły przewlekłe „kwaśne” biegunki, a jej wydęty jak dotąd brzuszek wrócił do pierwotnej postaci. Oliwka zaczęła reagować na imię. Jej kontakt wzrokowy bardzo się poprawił, a jej fiksacje wzrokowe się wyciszyły.  Oprócz diety stosowaliśmy wiele innych interwencji biomedycznych, które z dnia na dzień coraz bardziej przybliżały nas do Naszej Oliwki z przed regresu.

 

 

Co powiedziałabyś innym rodzicom w podobnej sytuacji?

 

 

To co zawsze mówię. Warto próbować, nic nas to nie kosztuje poza odrobiną chęci i zaangażowania, a jeśli nie uda się wyleczyć dziecka to można chociaż poprawić jego komfort życia. Bardzo wielu autystów ma ogromne problemy jelitowe, zaburzenia flory jelitowej, liczne nietolerancje pokarmowe już nie wspominając o patogenach, które ich prześladują przez obniżoną immunologię. Nie wiem czemu w Polsce wciąż tak mało się o tym mówi. Dlaczego tego nie mamy na studiach, a terapeuci wciąż wyśmiewają rolę diety w leczeniu osób z ASD. Oliwka wszystko pamięta z „czasów za mgłą”, określa ten stan jako ogromną niemoc, ból i brak panowania nad organizmem. Nie pozwólmy tym dzieciom cierpieć.

 

 

Czy po swoich doświadczeniach zaryzykowałabyś stwierdzenie, że dieta może wyleczyć autyzm?

 

 

Myślę, że samą dietą nie da się wyleczyć z ASD. Dieta jest podstawą leczenia, może zmniejszyć obciążenie jelit i dać organizmowi czas na wyzdrowienie. Dzięki diecie inne interwencje biomedyczne są dużo skuteczniejsze. Dzieci z ASD mają ogromne niedobory witamin, minerałów, mają problemy z metylacją (zaburzenia na poziomie komórkowym), patogenami, metalami ciężkimi, pasożytami i immunologią. Bardzo dokładne badania, a potem ustalone wielopłaszczyznowe leczenie poparte dietą może wyleczyć wiele dzieci z ASD, a jeśli nie, to prowadzi do znacznej poprawy ich funkcjonowania. O czym innym marzą rodzice dzieci z ASD jak nie o tym, żeby ich dzieci były kiedyś samodzielne i żyło im się dobrze?

 

 

 

 Justyna z córkami: Oliwią i Emmą

Justyna z córkami: Oliwią i Emmą

 

 

Zajrzyj koniecznie na fp Justyny:

https://www.facebook.com/dietalivepl/